Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yerba mate. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą yerba mate. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 maja 2011

luxtorpedowa yerba - limitowana edycja

Już dawno nie byłem na koncercie, a na tak udanym to byłem ostani raz w moim rodzinnym mieście, gdy Acid Drinkers promowało Infernal Connection. W piątek, w Poznaniu promowała swój album Luxtorpeda w ramach trasy "yerba tour". Najpierw podpisywali płyty i pozowali do fotek - co wykorzystałem. Poniżej autor trzymający palo santo oraz sam On- czyli skromny i sympatyczny Litza, który powiedział, że lubi pozować do zdjęć bo czuje sie wtedy jak pan z Zakopanego przebrany za misia ( bohater milionów Polaków a i gości z zagranicy).
Udało mi się nawet wypić dzięki uprzejmości zespołu limitowaną edycję yerby Cruz de Malta - Luxtorpeda, wypuszczoną na rynek własnie z tej okazji.
Koncert jak wspomniałem powalił na kolana a publiczność stłoczona w klubie prawie rozniosła go na strzępy. Co do uwag niektórych, ze na wcześniejszych występach słabo wokale było słychać- w Poznaniu nie było problemów. Mozna było bez problemu zrozumieć co Hans śpiewa. Szacunek dla Krzyżyka, który mimo totalnego osłabienia zagrał cały set na 100% bez zadnej ściemy. Dzięki za niesamowicie pozytywny dzień Luxtorpedowy. Yerba rządzi!!!

poniedziałek, 17 maja 2010

yerba mate i listopadowy rozruch

Dzisiaj będzie jesiennie, yerbastycznie i ojcowsko. Zaczynam od yerby bo ona napędzila mój umysl do powrotu na blogową szosę. Nie napiszę, że yerba jest cacy albo be, bo nie oto w tym całym piciu mnie chodzi. Malo mnie obchodzą ulotki zachwalające cudowne działanie owego napoju. Dla mnie liczy się rytuał picia. Pijam tylko w palo santo – naczynie ze świętego drzewa, którego aromat ciekawie wpływa na smak yerby. Nie polecam tykw i innych naczyń. Palo santo jest naprawdę wyjątkowe. W naszych warunkach klimatycznych należy kupować tylko okute, bo drewno, z którego jest wykonane lubi pękać.

Kolejnym ważnym elementem jest bombilla, czyli tzw. rurka do picia- im mniej skomplikowana tym mniej się zapycha. I na koniec zioło.. Na rynku jest wiele marek – ja preferuję Cruz de Malta. Dlaczego? Bo mi najbardziej podeszła. Ma to coś, co moje kubki smakowe zaakceptowały od razu. Z yerbą jest jak z tytoniem fajkowym – smakujesz kilka, ale gdy wybierzesz jeden to zostajesz mu wierny. Yerby nie pijam w pracy. Najbardziej smakuje mi w domowym zaciszu, gdzie mogę przy niej spokojnie zasiąść do lektury czy filmu. Pije się ją powoli, bez pośpiechu -czemu sprzyja bombilla. Jedna sesja może trwać do godziny – z jednego zasypania mam około 0, 7 litra napoju. Doskonale nadaje się także do picia na wycieczkach pieszych jednak trzeba wtedy uważać, aby nie pochlapać się naparem – bardzo trudno schodzą plamy.

Fajnie tak siąść, gdy dzieci są wykąpane i śpią w łóżeczkach ,i delektować się yerbą i nowym Stingiem, którego polecam. Super komponują się jego wariacje na temat świąt z listopadową aurą. O ile Sting miał po Mercury falling parę muzycznych wpadek to ten album jest naprawdę wart uwagi.If On A Winter's Night- tak się to dzieło zowie .

Niedługo powrócą rasowe cyklistyczne wpisy, bo znalazła się ekipa, która podjęła się wyprostowania mojej ramy i wyszło im to imponująco dobrze. W ramach podziękowań polecam sklep w Bydgoszczy mieszczący się przy ulicy Fordońskiej 226. O rowerach wiedzą i potrafią zrobić wszystko. A na koniec przedstawiam przyszłego szosowego miszcza świata Grzesia. Urodził się 11 listopada i ma się po małych zawirowaniach dobrze.

To tyle tematem wprowadzenia siebie i tych kilku czytaczy mego bloga w listopadowy klimat. Witam ponownie- czas rozpocząć kręcenie korbą.