Floyd Landis, amerykański kolarz, który stracił zwycięstwo w Tour de France po pozytywnym teście antydopingowym, przyznał się do systematycznego stosowania niedozwolonych substancji o to samo oskarżając Lance'a Armstronga, doniósł "Wall Street Journal".
Taki oto news dzisiaj przeczytałem, usłyszałem i.. I nic.
Ktoś, kto chociaż trochę interesuje się kolarstwem wie, że duża część peletonu bierze doping. To jest sport zawodowy gdzie nie ma miejsca na słabości i kiepskie wyniki.
Lance jest ikoną a ikon się nie rusza. Nikomu nie będzie na rękę jakiekolwiek babranie w przeszłości Bossa. Jest on bohaterem dla osób walczących z rakiem, człowiekiem przynoszącym kolarstwu i sponsorom góry pieniędzy oraz dobrym zaczynem na polityka.
Zresztą prawo nie działa wstecz - wszystkie kontrole antydopingowe przeszedł bez wpadek więc nie można mu nic zarzucić.
Ciekawe jednak jest jedno. Wszyscy więksi przeciwnicy jak i towarzysze zespołowi Lanca wpadli na dopingu. Albo jest sprytniejszy albo jest terminatorem w ludzkiej skórze. Bóg wie - mnie nic do tego.
Wszystkim zainteresowanym polecam książkę ( krąży w pdf-ie), którą napisał Voet Villy pt. Przerwany łańcuch, która opisuje pierwszą wielką aferę dopingową w kolarstwie.
To tak na gorąco w przerwie reklamowej w czasie oglądania wyścigu kolarskiego dookoła Kalifornii.
Do tematu wrócę za czas jakiś.